| |
2009-11-04 21:17:20 >> przygotowania do pożegnania
Zupełnie nie umiem się odnaleźć w przygotowaniach do pożegnania Staszka.
Pogrzeb w piątek w Krakowie, lecę o świcie a wracam w sobotę. Najchętniej wróciłabym jeszcze tego samego dnia, ale niestety nie ma lotów... Nie chcę widzieć się z nikim (poza Wojtkiem - bratem Stasia). Nie mam ochoty na rodzinne spotkania ani na spacer po Krakowie. Lecę by pożegnać się z Przyjacielem. Właściwie to wcale nie chcę sie z nim żegnać.
Mierzę czarną garsonkę, którą ostatni raz miałam na sobie ponad dwa lata temu podczas rozmowy o pracę w collegu. Czarny sweterek pozyczyłam już od sąsiadki. Koleżanka z pracy obiecała przynieść jutro "coś stosownego na głowę".
Staram się "być dzielną". Najważniejsze by nie zacząć zbyt wiele myśleć i nie rozkleić sie nad samą sobą.
Nie mam przecież NIKOGO kto by mnie teraz wsparł. Telefon milczy jak zaklęty, skrzynka e-mailowa tez pusta, a na gadu nikt sie nie odzywa.
Do tego ta cała przeprowadzka, jakis horror poprostu.. I to pytanie; "Czy ktoś mi wogóle pomoże"?
"Prawdziwych przyjaciół poznaje sie w biedzie".
Moim najblizszym przyjacielem był Stasiu. Jak było źle albo gdy chciałam poprostu pogadać dzwoniłam do niego.
A teraz do kogo mam zadzwonic?
Dlaczego jest tak "nieciekawie"?
skomentuj (1)
|
|