2009-11-01 20:42:12 >> opadły liścieZaczął się listopad i zgodnie z nazwa miesiąca, zaraz po nocnym przymrozku, opadła wiekszość liści z drzew. Utworzyły one na chodnikach złocisty, miękki dywan, po którym spacerowali krakowianie. Dzień Wszystkich Świętych był chłodny lecz słoneczny. Na błękitnym niebie nie było ani jednej chmurki. W takiej to aurze wybrałam się w samo południe na cmentarz na Salwatorze zapalić lampkę mojej babci. Po drodze przypomnialo mi sie jak kiedyś tam spotkałam Staszka, dzisiaj też się za nim rozglądałam lecz niestety nigdzie go nie było.. przechodziłam tez obok łąki pod Kopcem, gdzie jako nastolatka, pierwszy raz całowałam się z kims wtedy dla mnie bardzo waznym.. ach to były czasy! Dzień pełen wspomnień. Wieczorem pojechałam na Rakowice - bardzo lubię ten cmentarz po zmroku. Na bezchmurnym niebie górowała tarcza księżyca u stóp, którego rozciagało się morze zniczy. Odwiedziłam drugą babcie (której nigdy nie znałam), potem w ciemnosciach trafiłam na grób męża mojej chrzestnej, aż w końcu rozpoczęłam poszukiwania grobu Marcina, mojego kolegi z liceum, który zmarł niecałe trzy tygodnie temu. Grób odnalazłam i bardzo się wzruszyłam widząc jego nazwisko wśród kwiatów na płycie. Żegnaj Marcinku... Wychodząc z cmentarza odwiedziłam groby Marka Grechuty i Piotra Skrzyneckiego. Koniec wspomnień. Jutro powrót do teraźniejszości skomentuj (1) |
|
|||||||